czwartek, 8 marca 2012

Raczej smutny list....

         Wiesz... Muszę Ci się do czegoś przyznać... Pogubiłam się w tym wszystkim... A najgorsze jest to, że nie wiem czy wciąż jestem zakochana w słodkim i uroczym, nazwijmy go - Tomek, a więc słodkim i uroczym Tomku czy raczej jego najlepszym przyjacielu, raczej szczerym cwaniakiem, powiedzmy, na przykład - Damian. (Podałabym prawdziwe imiona, ale jak to mówią "Strzeżonego Pan Bóg strzeże"). Od pół roku, moje serce bije mocniej na widok Tomka, po wieeelu ciekawych historiach i skandalach (przez fałszywą koleżankę Kingę) nie wiem na czym stoję, ale nigdy nie chodziłam z Tomkiem, nie chodzę i znając życie pewnie nie będę. Gadałam z nim max. 3 razy, natomiast z Damianem więcej. Czego? Bo bez przerwy się kłócimy. Ostatnio zabrał mi czapkę i próbował 'dogryźć' ale na każdy jego tekst miałam dwa, a gdy jego koledzy stwierdzili "Jaaaaki podryw!" raczył łaskawie mi ją oddać. Sytuacja jest głupia i wolałabym nigdy nie poznać ani Tomka, ani Damiana, ani tym bardziej Kingi.


      W szkole jakoś sobie radzę.... Jakoś to dobre słowo, bo cholernie opuściłam się w nauce... Muszę wreszcie wziąć się do roboty, ale jak tu się skupić i ogarnąć przy takiej ilości spraw?


       Chciałabym aby było inaczej... lepiej... Panie Boże, proszę, wiesz, że piszę teraz list do samej siebie i wiesz o czym, wiesz jak bardzo mnie ta sprawa dołuje (zwłaszcza, że w dodatku kłócę się teraz z przyjaciółką), jak jest mi ciężko, jak strasznie się ostatnio zmieniłam i błaaagam zrobię wszystko aby naprawić tę sytuację, daj mi tylko okazję, a spróbuję pokonać swoje obawy i jak najlepiej wykorzystam daną mi szansę. Dziękuję




PS. Dołujący list... Obiecuję następne będą weselsze :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz